^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

Gangfest 2013 - szósta edycja

wtorek, 24 września 2013 07:34 FrytkaPunk


Szóstą edycję Gangfestu mamy już za sobą.

INKWIZYCJA

Kilka godzin się spóźniłem, zamiast o 14 stawiłem się po bilet o godzinie 17. Posłuchałem kilku kapel, Inkwizycji, The Corpse,  SKTC, Włochatego i Moskwy. Zanim przejdę do subiektywnej oceny wysłuchanej muzyki może kilka słów o otoczeniu. Festiwal odbywa się na tzw. terenach rekreacyjnych, tzn. jest trochę trawy, wyasfaltowany plac przed sceną, która jest zadaszona. W tym roku mało aktywne były komary, może punk rock je przegnał. Były stoiska z jedzeniem, piwem. Były również dwa namioty firm wydawniczych, z płytami CD, winylami, koszulkami i zinami. Mnie tym razem udało się zaoszczędzić pieniądze, nie znalazłem nic dla siebie z płyt. Oczywiście coś by się znalazło, że tak napiszę: na siłę, np. dwupłytowy album Jak rozpętałem II wojnę światową, czyli nieznana historia Dezertera na winylu, ale akurat to przekraczało moje możliwości finansowe, ale ładnie by wyglądało na półce. Taka wielka okładka.

THE CORPSE

SKTC

 Pogoda dopisała. Koło 14 pogroziło deszczem, który szybko minął i więcej się nie pojawił. Wracając do muzyki. Inkwizycja zagrała kilka utworów ze swej pierwszej płyty, brzmieniowo nie odbiegali od pierwowzoru. Ponieważ nie znam ich twórczości więcej napisać nie mogę, osobiście nie przepadam za takim graniem. Później (chyba) zagrali The Copse. Tu też niewiele mogę napisać. Nie znam ich twórczości. Na scenie zainstalowało się SKTC. Niektórzy napisaliby: ziomale, a ja napiszę, że to kapela stąd, która w tym roku obchodzi 25 lecie swego istnienia. Istnieje pomimo zmian personalnych, nawet na wokalu, co niekiedy jest trudne do zaakceptowania przez słuchaczy. Z okazji jubileuszu na scenę weszli i zagrali kilka kawałów Ciapa i Tulipan. Później był tort, chóralne sto lat, i takie tam sentymentalne pierdoły. Ponieważ większość załogi zalegała na ławkach popijając piwo Owski, wokalista SKTC życzył im aby od tego siedzenia rozwinęły się im hemoroidy. Załoganci się nie przejęli, strachy na lachy rzekli, choroby się nie bojąc popijali to co mieli dalej.

Przedostatni zagrał Włochaty. Potwierdziła się moja teza, że nie są zespołem koncertowym, że lepiej ich słuchać w zaciszu domowym. Grali krótko, wokalisty nie słyszałem, ale to akurat nie tylko jego wina. I jakoś mnie nie poderwali do pogo.

 

 O 23 zagrała Moskwa. I napiszę, warto było czekać. Z bisem grali ponad 70 minut. I to był Punk Rock. Jak ja to wytrzymałem w pogo nie wiem, ale tak dobrze dawno się nie bawiłem. Było wszystko to co człowiek oczekiwał. Były stare utwory z początku lat 80, był materiał z pierwszej płyty, był i nowszy i najnowszy. Guma wraz z dwoma kumplami dali czadu, że po Kaniowie musiało się nieść. Ach, fantastycznie było. Mnie się niestety kamera uszkodziła, nie mam ścieżki dźwiękowej z koncertu, nad czym ubolewam bardzo, ale jest nadzieja, że może jednak będzie. Bo warto będzie tego jeszcze nie raz posłuchać.

W przyszłym roku niestrudzony Sandał mam nadzieję, że zorganizuje kolejną edycję tego ważnego festiwalu poświęconego dwóm nieżyjącym muzykom legendarnej Gangreny.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.