^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

Jarocin 2014

poniedziałek, 28 lipca 2014 07:15 FrytkaPunk


W planach miałem wyjazd na jeden dzień, a właściwie na jeden koncert.

Na Dezertera. Wyszło jednak inaczej, zostałem w Jarocinie na trzy dni. Wyruszyliśmy, Ilona i ja w piątek rano. Po pięciu godzinach dojechaliśmy do Jarocina. Wjechałem na płatny, strzeżony parking zaraz przy polu namiotowym. Wysiadłem z auta, ukląkłem i ucałowałem tę święta dla mnie ziemię. Powróciłem do Jarocina po 23 latach. Tak, ostatni raz byłem tam w 1991 roku. Na parkingu spotkaliśmy się z Asią i Staszkiem, którzy również przyjechali na festiwal. Rozbiliśmy namioty i udaliśmy się w poszukiwaniu jedzenia. Było ciepło, a nawet bardzo gorąco. Ze Staszkiem skorzystaliśmy z kąpieli fundowanej przez OSP Jarocin. Strugi wody ochłodziły nasze ciała. Wody było tyle, że przez długi czas stała w moich butach i w nogi było chłodno. Przed koncertem zostałem oznakowany niebieską opaską, która służyła za identyfikator. Weszliśmy na miejsce koncertów. Zostało ono przygotowane na boisku sportowym. Oprócz dużej sceny była tam zlokalizowana mała scena, strefa spożywcza oraz po bokach strefy zakupowe – koszulki, płyty i takie tam duperele.

 

Maleo Reggae Rockers

Trafiliśmy na koniec koncertu jakiejś tam Ani. Później grał Maleo Reggae Rockers. Podobał mi się koncert zespołu ze Szkocji The Real Mckenzies, który wymiatał równo.Następny koncert olałem, realizowałem się w strefie spożywczej by później wysłuchać koncertu Grabaża z okazji 30-lecia jego działalności na scenie.

The Real Mckenzies

 

 Pidżama Porno

Pierwszy raz byłem na koncercie Pidżamy Porno. Gdy grali starocie byłem bardzo zadowolony. Po Grabażu i koncercie na małej scenie wystąpił Dezerter. I się zaczęło, to na co tak długo czekałem. Odegranie w całości płyty Onderground out of Poland. Wysłuchać, wykrzyczeć w trakcie pogo te najstarsze utwory Dezertera, te najlepsze, te najbardziej punkowe, to było wielkie święto dla mnie, obrzęd którego długo nie zapomnę. Ach, fantastycznie było, jedwabiście. To nic, że moja stara papa, skóra straciła w trakcie pogo ze 20% swojej powierzchni, to nic, że chwilami straciłem głos, to nic, że z racji wieku chwilami ciężko w pogo było, ale warto było. Wielkie ukłony dla Dezertera za to wielkie wydarzenie.

 

Zmęczony wracałem na pole namiotowe. Gdzieś po trzeciej w nocy umyłem się i przy akompaniamencie przygrywających zespołów na scenie pola namiotowego zasnąłem. Pobudka była dramatyczna. Po krótkim śnie obudził mnie upał. Słońce grzało niemiłosiernie już o 8 rano. Cale szczęście, że umyłem się solidnie w nocy. Poranna kolejka do kranów z woda była wyjątkowo długa.

Z opresji, od niechybnego udaru głowy i poparzenia skóry uratował nas Staszek. Zawiózł nas niedaleko do pewnej wsi, gdzie znajdował się bezpłatny basen. Położony w urokliwym miejscu, nieopodal Warty, z dużą ilością drzew dał nam schronienie przed słońcem i trochę relaksu przed kolejnym dniem festiwalu.

Wracając do Jarocina drogą od Poznania wstąpiliśmy na obiad do jednej restauracji. Na jedzenie sporo się naczekaliśmy, ale posiłek był smaczny i sycący. Przez przedłużające się oczekiwanie na jedzenie spóźniłem się na Celę nr 3. Ale trochę się pobujałem pośród innych pogujących.

 Następne były Nowe sytuacje, czyli piosenki Republiki śpiewane przez różnych wokalistów. Ten koncert przespałem. Później był jakiś Czesiek. Tego się nie dało słuchać. Przetrzymałem jego koncert gdzieś hen daleko w sferze spożywczej. A później zespól Farben Lehre zaprezentował sporą dawkę bardzo dobrego punk rocka. Na koncert zaprosili kilku wokalistów: Smalca z Zielonych Żabek i Ga-Gi, który odśpiewał piosenkę Defektu Mózgu i Zielonych Żabek, Budzego, który zaśpiewał Idzie wojna Siekiery i Niezwyciężony Armii. Był czas na KSU i Idź pod prąd, Ku przyszłości Dezertera, Zespól Brak, Sedes, i wiele innych. Zabawa była przednia. Później grał jakiś zespół Coma. Miałem czas na odpoczynek. Jak zwykle położyłem się bardzo późno.

W niedzielę była powtórka z soboty. Upał od samego rana. Pożegnaliśmy Asię i Staszka, którzy wracali do Czechowic-Dziedzic. A my we dwoję udaliśmy się na znany nam już basen. Trochę popływałem. Próbowałem nurkować. Czas spędzony pod wodą nie jest satysfakcjonujący. Tylko dwadzieścia parę sekund. To nie są dobre symptomy na nieodległą przyszłość.

 Przez zwiedzanie nie zdążyłem na Analogsów. Wysłuchałem później dwie piosenki Luxtorpedy i w sumie miałem ochotę wracać do namiotu. Bo co tam Kult. Już mnie nie jara jak dwadzieścia lat temu. Te piosenki Taty Kazika mnie męczą. Ale zostałem namówiony aby pozostać i muszę przyznać, że koncert był dobry. Kult zaczął piosenką Wolność (punkowa), trzecia pieśń to Krew Boga (też punkowa). Grał przez prawie dwie godziny. Tylko dwa razy był Tata Kazika. A cała większościowa reszta to klasyczny Kult z przewaga starych utworów. Była Polska, Arachja, Piloci, Wódka, Hej czy nie wiecie, Młodzi warszawiacy. Po koncercie rozpoczął się powrót na nieodległe pole namiotowe. Przed pójściem spać posłuchałem jeszcze trochę muzyki dobiegającej ze sceny na polu namiotowym. Rano rozpoczęliśmy powolny odwrót do domu. Z żalem mimo wszystko żegnałem Jarocin.

 

Kult

 Co prawda to nie jest już ten Jarocin który pamiętam sprzed lat. Choćby w centrum miasta nie widać w ogóle, że jest festiwal. Na rynku festiwalowiczów było tylko kilkunastu. A w latach 80-tych czy 90-tych mieszkańcy byli w przeważającej mniejszości. Wszędzie dominowały Punki, Metalowcy. Spotykały się liczne Załogi. Niewielu było widać punków w skórach, które kiedyś były główną częścią odzieży.

Zmieniło się również podejście do festiwalu publiczności. Z tego powodu oficjalna nazwa powinna brzmieć Jarocin Festyn 2014. Nie byłem przygotowany na taki widok, gdy cała rodzina z kocykiem, leżaczkami, parasolkami udaje się na koncert, by tam na trawce leżakować przez ładnych parę godzin. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Każdy powinien spędzać czas tak jak mu się podoba, ale dla mnie to i tak był niecodzienny widok. Ważne, że Ci ludzie tam przyszli. Bo pewnie wielu z nich jeździło do Jarocina jako młodzi ludzie dawno temu, a teraz ze względu na sentyment zabierają na festiwal swoje dzieci. Pokazują im, że można czas spędzić w taki fajny sposób, słuchając dobrej muzyki.

Podsumowując. Pojechałem tam tak naprawdę na koncert Dezertera. Zostałem na trzy dni. Częściowo ze względu na sentyment, który mam do tego miejsca. Niestety ale ze starego klimatu nie pozostało nic. Czas który upłynął odcisnął swoje piętno. Niestety, Ale na całe szczęście pozostały w mojej głowie wspaniałe wspomnienia z tamtych odległych lat, ale również z Jarocina 2014.

Na Małej scenie przy Polu namiotowym

Strefa higieny na polu namiotowym

 

 

 

Stara mała scena w Amfiteatrze

 

 

 

 

 

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.