^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

2016-03-12 Punk Fest

czwartek, 31 marca 2016 07:46 FrytkaPunk


Punk rock coś w sobie ma, że chce nam się wydać trochę pieniędzy na bilet i jeszcze jechać szmat drogi do Krakowa.

Ma to w sobie coś. A jeżeli ktoś tego nie rozumie to zacytuje kawałek tekstu Ulicznego Opryszka: Na zawsze Punk, na zawsze Punk, jełki myślisz, że to tylko słowa to odejdź, to odejdź stąd.

Dojechaliśmy do Krakowa kilka minut przed czasem. 500 metrów od klubu Kwadrat nic nie zapowiadało, że gdzieś tu ma się odbyć Punk Fest 2016. Ale za chwilę wyłaniają się Punki. Jest nas coraz więcej. Ze strzępków słów dobiegających z licznych grub wyłania się nieciekawy obraz, bilety się skończyły, są tylko u koników. Ale jaja, na Punkowy koncert brak biletów. Świat się wali. Czyżby jabczoków w okolicy zabrakło? My na szczęście dzięki zapobiegliwości, mojej, dzierżymy bilety w garści i walimy do wejścia. Tu kolejne zaskoczenie, jest kolejka. Jak za nieboszczki komuny. Trochę trwa powolne posuwanie się do środka. Wchodzimy gdzieś po 16. Dobiegają nas dźwięki. Koncert zaczął się punktualnie. To już się w głowie nie mieści. Punktualność, ha, ha, ha. Drugi raz w życiu, w moim, jak sięgam w pamięci koncert zaczął się punktualnie. A w służbie Punk rocka jestem już 28 lat.

 

Na początku gra The Bastard. Trochę ich znam, mam wszak oryginalną płytę na półce. W przerwie, konferansjer nakazuje zrobić siku, uzupełnić płyny i szykować się na następną kapelę, która zagra za 10 minut. I tak na każdej przerwie jest tak samo, ma być siku, papierosek i uzupełnianie płynów. I jeśli papierosek, uzupełnienie płynów można wykonać w trakcie krótkiej przerwy pomiędzy kapelami tak siku, to już nie jest taka łatwa sprawa. Dotarcie na parter, na koniec kolejki do toalety zajęło mi 7 minut, taki ścisk był. Myślę, mam trzy minuty to zdążę. Gdzież tam. Kolejka do kibla była długa, kręta i na szczęście nie niebezpieczna. Ale odstać swoje trzeba było. Tak w trakcie stania w kolejce, podczas ciekawych i śmiesznych rozmowach z kolejkowiczami pomyślałem, że nie głupi rozwiązaniem byłoby zastosowanie jak na drogach aktywnych tablic informacyjnych gdzie można by było przeczytać, że do pisuaru dotrzesz za dwie kapele, lub za 50 minut.

Problem z siku można zawsze w jakiś inny sposób rozwiązać, a to można się polać ze strachu w pogo lub ze śmiechu, można kogoś olać, ale z grubszą sprawą, a nie daj biegunką, to byłby problem. Bo nie widzę nikogo kto by do kibla dotrzymał… w takiej kolejce.

Kapele grały jedna za drugą. Na Psach Wojny już mnie poniosło. Na Moskwie też ma się rozumieć. Kulminacja jak dla mnie pogo to było na Dezerterze. Taka ciekawostka, udało mi się być na dwóch koncertach Dezertera na tej samej trasie. Później jeszcze bawię się czynnie na Włochatym. Ale niestety nie bawi mnie takie pogo, pełne agresji, bezsensowej przepychaniny i z wywrotkami na mokrej podłodze. Mam niedosyt pogo, duszy by się chciało, ale ciało nie zawsze już może. Kolejne kapele słucham na stojąco. Tak mi się marzy oprzeć się o ścianę albo usiąść. Zasyfiona podłoga nie skłania do siadania. Gdzieś w okolicach północy grzecznie się pytam Krzyśka jak tam u niego z nogami, bo moje to już głęboko tkwią w dupie i bolą. Usłyszałem odpowiedź podobną i dlatego odtrąbiliśmy odwrót. I tak po 8 godzina opuściliśmy fajną, dobrze przygotowaną (oprócz strefy kibli) imprezę. Dobrze było się poczuć pośród tzw. Swoich, pośród licznych irokezów, skór i ćwieków, słyszeć wspaniałą muzykę i wiedzieć, że mimo zapowiedzi Punk’s not dead.

P.S.
Na długie koncerty to bez balkonika nie ma sensu się wybierać:)

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.