^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

2019-10-26 The Exploited w Gdańsku

Sobota, czwarta rano, pora wstać z łóżka, a na polu ciemno. Nie chce się wstawać, to nie wyjazd do jaskini, po głowie tłucze się retoryczne pytanie, kto wpadł na taki głupi pomysł?

Kto w ogóle przy nie zdrowych myślach zaproponował ten wyjazd? Głupi FrytkaPunk, to i cierp FrytkoPunku i nie jęcz. Po cichu się zbieram, robię to co zwykle, defekuję, konsumuję, lub jakoś na odwrót, myję zęby, wdziewam glany, podwijam nogawki spodni, odpowiednia koszulka z The Exploited zdobi mój płaski tors, skóra na grzbiecie z napisem Punk’s not dead dobrze się układa i wychodzę na miejsce zbiórki, gdzie zamiast trzech zawodników jest tylko jeden, ale ten najważniejszy, kierowca. Marcel. Sadowię się z tyłu, buzi, buzi, papatki, kładę się i zasypiam. Droga nie ciągnie mi się bardzo. Budzę się już daleko w Polsce. Autostrada A1 prowadzi prosto, nad morze.

Rano lądujemy w Gdańsku. Jest ciepło. Zwiedzamy starówkę, Europejskie Centrum Solidarności, by późnym popołudniem skierować się do klubu B90, gdzie ma załoić The Exploited, kapela, dla której warto przejechać 600 kilometrów.

 Przed nimi grają Psy Wojny, też przyjechali z daleka tak jak my, z Jastrzębia Zdroju, z perspektywy Gdańska to prawie jak nasi sąsiedzi. Grają jak zwykle, czyli w sumie dla mnie niezwykle, to znaczy za szybko. To już nie jest chyba punkrock, a jeżeli tak to z przyspieszonymi obrotami na gramofonie. Ale mimo wszystko coś tam popogowałem. Po nich sadowi się na scenie Włochaty. Nic się u mnie nie zmieniło, słucha się ich doskonale, za to w pogo to jest różnie.

  20191120exploited2
 

20191120exploited1

  
  

W przerwach pomiędzy zespołami, udaje mi się porozmawiać z miejscowymi, znalazł się nawet sąsiad z czasów komuny Pana Lecha Wałęsy. Zresztą klub mieści się w starej hali stoczniowej, gdzie pewnie swego czasu Lech Wałęsa pracował. Gdy moi rozmówcy słyszą, że jechaliśmy 600 kilometrów na koncert, nie kryją podziwu dla nas.

 

Kolejny zespół to Maid of Ace z Anglii, składający się z czterech, jak na moje oko ładnych dziewcząt, które jak później gdzieś wyczytał Marcel są siostrami. Grają ostro, dobrze, skłaniając mnie w przyszłości do uzupełnienia mojej półki z płytami o ich nagrania.

 
 20191120exploited5  

ŚCIŚLE TAJNE.

Do towarzysza posła jarosława. Uprzejmie donoszę, że podczas koncertu który miał miejsce 26 października 2019 roku w gdańskim klubie B90 doszło do manifestacji niestety nie pozytywnych uczuć do towarzysza jarosława lecz z przykrością muszę stwierdzić, do nagonki na naszą jedyną słuszną partię, na dzieło towarzysza jarosława. Dwukrotnie pomiędzy tymi pożal się boże piosenkami, tymi niezrozumiałymi dla normalnego człowieka wrzaskami, w stylu trzy akordy darcie mordy, rozbestwiony pewnie narkotykami i alkoholem  motłoch krzyczał „jebać pis”.

Przepraszam, że pozwoliłem sobie na przytoczenie tych ordynarnych słów, wiem, że gdyby krzyczano jebać Donalda lub Lecha to wszystko byłoby oczywiście jak trzeba, zgodnie z polityką naszej jedynie słusznej partii, jednak sądzę, że zostały przekroczone wszystkie granice, że urażone zostały najistotniejsze wartości, tę podstawę naszej tożsamości narodowej, kultywowanej już od 1000 lat, że obrażony został nie tylko nasz wódz, ale również suweren, który oddał głos na naszą jedynie słuszną partię. Jeśli można zasugerować, wiem, że towarzysz poseł jarosław wie wszystko najlepiej i nie potrzebne mu w swej mądrości są moje rady, może by tak jeśli nie zburzyć tego miejsca aby postawić pomnik zbrodni smoleńskiej to może by tak następnym razem wysłać tam prawdziwych patriotów, zorganizować marsz w obronie jedynie słusznych wartości nagłaśniając go w naszych wspaniałych mediach, że w oto tamtym klubie dochodzi do obrazy uczuć, najwyższych wartości, ma miejsce kultywowanie niezdrowych zachowań, promocja gender, pedalstwa, tęczowej zarazy?

Łubudubu, łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, tfu, najmocniej przepraszam, naszej partii, to zapisał wierny działacz.

Zaczyna grać The Exploited. Jest pięknie. Łoją solidnie. To jest muzyka dla moich uszu, punkrock. Niestety nie grają super długo, przeżyte zawały wokalisty chyba nie pozwalają mu się więcej wysilać, ale i tak jest pięknie. Przy Sex and Vailence scena jest otwarta dla publiczności i świat się nie wali. Wszystko co dobre kiedyś musi się jednak skończyć i gdzieś koło północy ładujemy się do samochodu, ja z tyłu kładę się spać życząc Marcelowi wytrwałości za kierownicą, szerokości itd.

20191120exploited4

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.